http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Nowy rok

Wyróżniony Nowy rok

I znowu Ziemia obiegła Słońce. Znowu przeżyliśmy jedno peryhelium, jedno aphelium, 4 pory roku i 365 dni 5 godzin 49 minut oraz 42 sekundy. Krótko mówiąc, minął rok! A właściwie to minie za 2 tygodnie z małym hakiem, bo dokładnie wtedy pożegnamy stary i powitamy nowy rok, o czym zresztą nieubłaganie przypomną nam huki odpalanych przedwcześnie (i bezkarnie!) fajerwerków, petard i innych tego typu „atrakcji”, których nie wytrzymuje nawet słynny Szarik, ten sam Szarik, który – jak powszechnie wiadomo – przeszedł cały szlak bojowy „od Lenino do Berlino”, a nawet zdobył stolicę III Rzeszy.


Na szczęście nastały inne czasy i dzisiaj Szarik, podobnie jak i ja, nie lubi Sylwestra. Nie cierpimy go i już! Nie znosimy ani snobistycznych balów, ani napuszonych zabaw, ani nawet – mniej lub bardziej delikatnie – zakrapianych alkoholem prywatek. Nienawidzimy z Szarikiem huku odpalanych byle gdzie i przez byle kogo petard. Nijak nie możemy zaakceptować rozbijania na ulicach i chodnikach butelek po alkoholu lub rzucania nimi w świętujący tłum. Mierzi nas każdorazowe posylwestrowe liczenie ofiar pijanych kierowców, poszkodowanych w pijackich bójkach i awanturach czy też pourywanych podczas beztroskiego odpalania fajerwerków palców. Najbardziej jednak chyba nie cierpimy tego pijackiego bratania się w przypływie ludzkich i zwierzęcych (Szarik) uczuć, obściskiwania i ślinienia z przypadkowymi – często obcymi – obleśnymi „braćmi w alkoholu”. Na sam taki widok już mi się robi niedobrze. Szarikowi też.

A po co w ogóle świętujemy Sylwestra? I z czego, tak naprawdę, mamy się cieszyć? Może z tego, że minął kolejny rok, i że znowu jesteśmy starsi? Choć starsi, niekoniecznie przecież znaczy mądrzejsi, o czym świadczą chociażby powielane co rok sylwestrowe błędy. O ile prawdą jest, że człowiek mądrzeje z wiekiem, to ciągle jednak otwarte pozostaje pytanie, dlaczego jest to wieko trumny? Szarika nie dotyczy.

Tak czy siak, nie pomoże tutaj żadne narzekanie (także moje!), darcie pasów, rwanie włosów z głowy itp. bezsensowne czynności. Wszystko to na nic, 31 grudnia trzeba po prostu przeżyć. Od wielu lat zawsze mi się jakoś udawało. Nie inaczej pewnie będzie i tym razem. Przetrwałem (właściwie przespałem) Sylwestra 2018, przetrwam i 2019. A tak między nami, jak już przeżyjemy ów feralny dzień, to z pewnością warto się zastanowić, co też nam nowy rok może przynieść. Na pierwszy rzut oka wydaje się on bardzo przyjemny, 2020 to przecież nic innego jak zbitka dwóch cyfr (2 i 0) w dodatku w bardzo sympatycznej, bliźniaczej konfiguracji. 20 + 20 = 40. Z której strony by nie patrzeć wszystko podzielne przez 5, a zatem nie dość, że wszystko w nowym roku będzie na piątkę, to jeszcze 8 razy intensywniej, niż w roku bieżącym.

Piękna numerologiczna zapowiedź szczęścia w nadchodzącym roku, prawda? Może więc zapowiada się nader szczęśliwy rok dla naszego biednego i udręczonego kraju oraz jego mieszkańców? Może w tym jak dotąd beznadziejnie beznadziejnym i beznadziejnie mizernym castingu na prezydenta Rzeczypospolitej pojawi się jakiś mąż stanu, taki powiedzmy „polityczny Tokarczuk”? Może w 2020 zakosztujemy podróży w czasie oraz w przestrzeni i w końcu wrócimy do Europy i do XXI wieku? Może Rebelia pokona to nienawistne, mroczne Imperium? No cóż, marzenia nic nie kosztują, a cieszą!  

Zapomniałem chyba, że wybory – jak powszechnie wiadomo – dają szczęście tylko tym, którzy je wygrali i z jakimś ogólnym i powszechnym błogostanem raczej niewiele mają wspólnego. Poza tym, patrząc na działania Imperium, mam bardzo poważne wątpliwości, czy którekolwiek z nich ma cokolwiek wspólnego z najmniejszym nawet czyimkolwiek szczęściem, poza żołnierzami Imperium oczywiście. Paskudna numerologia! Przecież z drugiej strony 2020 to także zero (tutaj aż nadto wiadomo o kogo chodzi) i paskudna dwója, a właściwie dwie dwóje. Dwa razy gorzej niż w 2019, oczywiście gdyby „gorzej” mogło być jeszcze gorsze! Jakby tego było mało, pogoda taka, że pranie samo się wiesza i musi człowiek uważać, żeby czasami odruchowo nie dołączyć.

Niech to nas jednak nie przeraża, w końcu sens życia nie ogranicza się tylko do polityki, quasi-prezydenta czy parlamentarzystów. Życie posiada wiele innych uroków, barw i smaczków, wystarczy ich tylko poszukać. W skali globalnej (nie tylko polskiej) jest to z pewnością wspomniany już na początku Nobel dla Olgi Tokarczuk, w skali lokalnej z kolei na przykład niedawny koncert jazzowy, zorganizowany przez Krzysia Gronikowskiego.

No cóż, jak doskonale widać, bardzo wiele zależy od nastawienia. Wróćmy zatem do optymistycznej wersji, że nadchodzący rok będzie wyjątkowo (ach te osiem piątek!) szczęśliwy, że pojawi się Prezydent – mąż stanu, że Rebelia zatriumfuje – co przecież naprawdę jest tylko kwestią czasu – a mroczne Imperium wyląduje na śmietniku historii (gdzie jest jego miejsce), tuż obok Komuny, z którą oba systemy mają całkiem pokaźny zbiór wspólny. Amen.
Więcej w tej kategorii: « Perły ziemi gnieźnieńskiej Taboret »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.