http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Synonimy

Wyróżniony Synonimy

O tym, że media uważają nas za kretynów wiadomo nie od dzisiaj. Zapanowała bowiem dziwna moda, polegająca na tym, aby zamiast uczciwej i rzetelnej informacji krzyczeć tytułami, nagłówkami czy najróżniejszego rodzaju desygnatami. Synonimami, które mają za zadanie mrozić krew w żyłach, przykuwać wzrok lub po prostu zwracać uwagę. Tego typu zwroty i określenia są bardzo szybko podchwytywanie przez „pospolitych użytkowników języka” i funkcjonują sobie w nim zupełnie bezkarnie.


Świetnym przykładem – choć już zapewne przebrzmiałym – może być tutaj zmarły przed kilkoma laty Jan Kulczyk. Jan Kulczyk czyli – według mediów i powszechnej świadomości – „najbogatszy Polak”. Jest tak, że samo Jan Kulczyk znaczy dokładnie tyle samo, co Jan Kowalski albo nie przymierzając Adrian Duda. Natomiast „najbogatszy Polak” to już jest coś! To, to dopiero brzmi! No i od razu przykuwa uwagę. Kiedy prezenter telewizyjny wypowiada owe magiczne słowa co najmniej połowa Polski drętwieje. Może nawet więcej. Pewnym jest, że druga połowa niesamowicie się wkurza. Każdy kto ma bowiem trochę oleju w głowie, wie kim był wspomniany Jan Kulczyk i nie potrzebuje żadnych dodatkowych objaśnień, gloss, didaskaliów... Wygląda to tak, jakby media (i nie tylko one) nie doceniały naszej inteligencji i objaśniały rzeczywistość jak pięcioletnim dzieciom.

A poza tym, warto by się zastanowić, czy śp. Kulczyk rzeczywiście był najbogatszy, czy stwierdzenie takie było uprawnione. No, bo niby skąd media wiedziały ile Kulczyk miał kasy? Zadzwonił ktoś do Urzędu Skarbowego i zapytał? A może na podstawie płaconych podatków? Coś mi się zdaje, że od Kulczyka mogli być bogatsi ci Polacy, których nie ma w rejestrach żadnych Urzędów Skarbowych. A co z rodakami mieszkającymi za granicą? Sprawdzał ktoś, czy któryś z nich nie bił Kulczyka? W końcu to też Polacy, i też piekielnie bogaci!
    
Kolejnym oklepanym stereotypem, który – nawiasem mówiąc – doprowadza mnie do szału są „chrześcijańskie korzenie Europy”. Od razu też wyjaśniam, że nie mam nic przeciwko chrześcijaństwu, a wręcz przeciwnie. Ale – gwoli prawdy – jeżeli Homer, Platon czy inny Arystoteles byli chrześcijanami, to niech mnie gęś kopnie. A korzenie współczesnej Europy kulturowo tkwią (i to mocno!) właśnie w starożytnej (pogańskiej) Grecji, a „politycznie” w starożytnym (też pogańskim) Rzymie. Czy to się nam podoba czy nie, od narodzin cywilizacji Sumerów do narodzin Chrystusa minęło ok. 6 tysięcy lat, czyli dokładnie trzy razy więcej, niż trwa nasza (chrześcijańska) era.  Zawłaszczanie sobie tego okresu oraz sugerowanie jakoby przed zerowym rokiem – tym, od którego rozpoczęto liczenie lat naszej ery – nic nie było, jest po prostu nieuczciwe.

Jednak najlepszym i najbardziej aktualnym przykładem na poparcie postawionej we wstępie tezy są oczywiście – na szczęście już byli – „obrońcy krzyża”. Żenujący spektakl, jaki dziesiątego dnia każdego miesiąca miał miejsce przed pałacem prezydenckim w Warszawie, prawie nieustannie gościł we wszystkich praktycznie mediach. Telewizja, radio i prasa – z namaszczeniem wręcz – szczegółowo informowały o działaniach „obrońców krzyża”. A co to właściwie za „obrońcy krzyża”, którzy aż dyszą z nienawiści do wszystkich myślących inaczej niż oni? Co to za katolicy, którzy nie rozumieją najprostszego przesłania o szacunku i miłości do bliźniego, że o uchodźcach czy innej orientacji seksualnej już nie wspomnę? Wyznawcami jakiej religii są owi „obrońcy krzyża”, którzy bluźnią i szargają nawet osoby duchowne? Dlaczego nikt nie nazywa ich po imieniu? Przecież już na pierwszy rzut oka widać, że większość owych „obrońców” jest co najmniej chora – i to mówiąc delikatnie – z nienawiści, co jest między innymi efektem wieloletniego prania mózgu i sączenia jadu nienawiści przez wiadome „media”. Dlaczego i tutaj nie nazywamy rzeczy po imieniu? Bóg jeden raczy wiedzieć...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.