http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Hejt

Wyróżniony Hejt

Sezon ogórkowy właśnie się zaczął, więc i temat zdecydowanie „ogórkowy”, przeszły, odległy, były… A chodzi o to, że latamy w kosmos, wysyłamy sondy poza nasz układ słoneczny, oplatamy kulę ziemską wirtualnym światem internetu, pielęgnujemy demokrację (no, niektórzy mniej, bo wolą 500 zł), propagujemy wolność (lub 500 zł), równość i braterstwo (to akurat poza Polską), pokonujemy bariery, potrafimy sprostać wymaganiom, sięgamy gdzie wzrok nie sięga, konstruujemy, budujemy, tworzymy, niekiedy burzymy, a tymczasem wystarczyła jedna pęknięta rura, by 70-tysięczne miasto oraz jego okolice w zastraszająco szybkim tempie zaczęło wracać do epoki kamienia łupanego.


Pamiętacie jeszcze awarię wodociągu, gdzieś tam pod ulicą Żwirki i Wigury, która – nawiasem mówiąc – uświadomiła nam jak bardzo krucha jest nasza stabilizacja, jak łatwo zburzyć nasz codzienny spokój, jak trudno żyć, gdy w kranie brakuje ożywczych dwóch atomów wodoru, połączonych z jednym atomem tlenu, w odpowiedniej oczywiście ilości. Na nic najdoskonalsze osiągnięcia ludzkości, na nic najszczytniejsze nawet cele i najwznioślejsze ideały, na nic cały cywilizacyjny dorobek i kulturowy balast, kiedy w domu brakuje zwykłej wody!

Wystarczyło bowiem zaledwie kilka godzin, byśmy mogli się przekonać, jak łatwo i szybko człowiek może „zarosnąć brudem”, jak uciążliwe może być zaspokojenie zwykłej potrzeby fizjologicznej, jak fatalnie jest być odciętym od kawy czy herbaty, czy wreszcie, w jak szybkim tempie zlew i przyległe mu okolice potrafią zapełnić się brudnymi naczyniami, a rybki w akwarium, ni stąd, ni zowąd, zaczynają poruszać się coraz bardziej nerwowo, co rusz podejrzliwie łypiąc swymi rybimi oczkami na właściciela.

Pół biedy, kiedy ktoś ma w spiżarce zapas aromatycznych letnich nalewek (jedna potrzeba zaspokojona) lub – jak mój synek – jest morsem i kąpie się wieczorami (ostatnio nawet codziennie – fanatyk!) na gnieźnieńskich Łazienkach. Podejrzewam jednak, że tacy ludzie, to nic nie znacząca w skali całego miasta mniejszość. Tak samo zresztą, jak nikogo nie podejrzewam o gromadzenie zapasu wody do kąpieli, a tylko nielicznych o robienie zapasów wody pitnej, no, bo najzwyczajniej w świecie… woda zawsze była!

Ale do rzeczy, otóż, wraz z rozlewającą się u podnóża dawnej wieży ciśnień życiodajną wodą, równie szeroką falą po Pierwszej Stolicy Polski rozlała się fala zdecydowanie nieżyciodajnego hejtu. Nieuleczalnym kompleksom oraz towarzyszącym im prawie zawsze złym emocjom nie było końca. Wyzwiska, oskarżenia, pomówienia, kpiny, obelgi, docinki, bluzgi i wszelkiej maści wulgaryzmy zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Samonakręcająca się fala gnojówki popłynęła w internecie bystrą strugą, przyczepiając się do każdego, kto się nawinął, szargając dobre imię wielu zacnych mieszkańców Grodu Lecha, a także poszczególnych – wyzywających się nawzajem – komentujących. Hejt nie miał żadnych problemów nie tylko ze wskazaniem winnych, ale nawet z wymierzeniem im stosownej (najczęściej niezwykle surowej) kary.

Szczerze powiedziawszy, trudno mi ocenić – zwłaszcza z perspektywy czasu – czy odpowiednie służby stanęły na wysokości zadania (ponoć był fatalny przepływ informacji, na całe miasto wystawiono tylko 2 beczkowozy, w wielu sklepach zabrakło butelkowanej wody) czy też nie, bo awarie takie – na szczęście – nie zdarzają się zbyt często i nie mam żadnej skali porównawczej. Zresztą, w nocy zbawcza ciecz raźno zabulgotała już w moim kranie. Hejterzy jednak nie spali i także „bulgotali”, tyle, że na klawiaturach swoich komputerów. Nie przypominam tutaj żadnego wpisu czy cytatu, by nie dawać chamstwu najmniejszego nawet powodu do satysfakcji, poprzez jego nawet wybiórczą i przypadkową legitymizację. Pamiętam tylko jak pewien mój sympatyczny znajomy – znany ze swego stoickiego spokoju i niesamowitego opanowania, a zarazem dobrego serca – nie wytrzymał i napisał coś w stylu, że jak czyta, towarzyszący awarii hejt, to żałuje, że w Gnieźnie jest awaria wodociągu, a nie internetu.

Ja z kolei z całej tej sytuacji wyciągnąłem wtedy zdecydowanie inny – i ciągle aktualny – wniosek, a mianowicie: bez wody nie da się żyć, bez mózgu tak!

A skoro już jesteśmy przy wodzie i mózgu, to jest to idealna okazja, by zaapelować tutaj na cały głos: ”Trzeba podnieść poziom wody w Wenei!”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.