http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Wybory, czyli wszystkie chwyty dozwolone

Wyróżniony Wybory, czyli wszystkie chwyty dozwolone

Z wyborami jest tak, że one to w zasadzie nigdy się nie kończą. Ledwo opadnie kurz (i emocje) po jednych, a już na horyzoncie pojawiają się kolejne. Taka „The NeverEnding Story” – chciałoby się powiedzieć. Nie inaczej jest i tym razem. Wybory do Parlamentu Europejskiego ledwo przeszły do historii, a na horyzoncie już pokazały się kolejne, tym razem parlamentarne. A tak całkiem już przy okazji, w Brukseli runie mit o niespotykanej urodzie Polek…


Właśnie z nadchodzącymi, wcale nie tak wolnymi krokami, wyborami przypomniało się mi, jaka ważna jest w tym wszystkim rola reklamy. Tej reklamy, która jest po to, by uświadamiać nam, że gdzieś tam istnieją rzeczy, o których nie mamy najmniejszego pojęcia, a tymczasem są one nam niezbędne do życia. Powyższe dotyczy oczywiście także reklamy wyborczej, bo mimo iż produkt jest trochę inny, to mechanizmy działają przecież na identycznej zasadzie, jak w przypadku papieru toaletowego, pasty do zębów czy proszku do prania. W reklamie najważniejszy jest efekt, natomiast sposób, w jaki ów efekt zostanie osiągnięty, tak naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia. Stąd też zapewne tyle nieudanych czy też – mówiąc dosadniej – partackich reklam.

Pamiętam, jak hitem pewnych wyborów był niejaki Łukasz Głąb, kandydat z Wielkopolski, który zachowując olbrzymią dozę dystansu do samego siebie, ogłosił swoje hasło wyborcze, które brzmi ni mniej, ni więcej jak tylko: „Idioci już byli – czas na Głąba!” Uczciwie trzeba przyznać, że kandydat Głąb – w przeciwieństwie do większości konkurentów – jakiś tam pomysł na swoją promocję miał. Czy jednak jego dość osobliwe nazwisko okazało się silnym atutem w wyborczych szrankach, tego niestety już nie pamiętam.
    
Gdzieś tam, bodajże na Warmii czy Mazurach, o mandat radnego ubiegał się Leszek Drozd. Pan Leszek, wykorzystując swoje dosyć oryginalne nazwisko, zachęcał więc gorąco swoich wyborców, by w dniu głosowania „postawili ptaszka na ptaszka”. Mało tego, na swoim plakacie wyborczym posiadał ptasią sywetkę (z ludzką głową), a dodatkowo przedstawiał się tam jako „odlotowy kandydat na radnego powiatowego”. Trudno ukryć, że pomysł dosyć oryginalny, a w dodatku – w przeciwieństwie do Łukasza Głąba – nie obrażał i nie wyzywał nikogo od idiotów.
    
Pamiętam też, jak w Szczecinie do Rady Miasta kandydował dr Bazyli Baran – nauczyciel akademicki. Jak przystało na człowieka wykształconego – bądź co bądź naukowca – doktor Baran, zachowując dystans do swojego nazwiska, a jednocześnie ani nikogo nie obrażając, ani nie siląc się na jakieś pseudomitologiczne postaci pół ptaków i pół ludzi, sformułował całkiem zabawne i inteligentne hasło: „Milczenie zostaw owcom. Głosuj na Barana.” Niestety, w tym wypadku również nie pamiętam, czy doktor Baran dołączył do „stada szczecińskich radnych”.

Co człowiek, to pomysł. Oto kandydat na prezydenta Radomia, Tomasz Szypuła, sam siebie przezwał Szypułką, a na plakacie wyborczym na swojej głowie umieścił szypułkę od truskawki. Z kolei, ubiegający się o mandat radnego Białegostoku, Mariusz Dąbrowski, delikatnie zasugerował zbieżność swojego nazwiska z twórcą polskich legionów we Włoszech, umieszczając na plakacie taki oto slogan: „Marsz, Mar(iu)sz Dąbrowski”. Ktoś tam przedstawiał się jako „Chłop z jajami”, ktoś inny był już na diecie i drugiej diety nie potrzebował (akurat!), jeszcze ktoś obiecywał CUD, który zresztą od razu tłumaczył jako: C – zas, U – nieść, D – (pupę).

Oczywiście papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko, stąd też pewnie gdzieniegdzie mogliśmy zobaczyć kuriozalne wręcz obietnice wyborcze, jak choćby: „Nie jestem świnią, by nażreć się przy korycie", "Jestem leniwy, ale uczciwy", „Obiecuję wszystko”, „Jestem kandydatem pracującym! Żadnej pracy się nie boję!”, „Ksenia jest tylko jedna” (od imienia kandydatki) czy „Markowe Katowice” (Marek był w tym przypadku kandydatem na prezydenta Katowic). Godnym uwagi był także z pewnością pomysł kandydata na burmistrza Stronia Śląskiego, Zbigniewa Łopusiewicza. Kandydat ten miał na wszystkich swoich plakatach dorysowaną brodę oraz wąsy, a z boku adnotację: „Chciałem wyprzedzić przypadki niszczenia plakatów”.

Prezydentem Kalisza, był kiedyś jest Janusz Pęcherz. Gdy tenże Pęcherz kandydował na stanowisko po raz kolejny, po Kaliszu momentalnie zaczął krążyć dowcip, że… „Kalisz ma mocny Pęcherz” (zwolennicy) lub „Kaliszanie mają problem z Pęcherzem” (przeciwnicy).

A już za kilka miesięcy zobaczymy jak na tym tle będzie przedstawiała się sytuacja w Gnieźnie. Czym nas zaskoczą kandydaci, a czym ich ugrupowania? Licząc na pomysłowość, świeżość i kreatywność, a nie tylko wyrecytowanie orędzia prezesa Polski, najzwyczajniej w świecie już nie mogę się doczekać!

________________________________________________________________________________________________________

Felietony publikowane w naszym portalu zawierają osobiste opinie ich autorów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji portalu informacjelokalne.pl

1 komentarz

  • majomir
    majomir piątek, 07, czerwiec 2019 11:17 Link do komentarza Raportuj

    Jak Tusk wróci to wszystko zrobić na nowo trzeba,
    tak żeby znów było po staremu.
    mistrz Yoda

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.