Logo
Wydrukuj tę stronę

Niepamięć

Wyróżniony Niepamięć

Słyszałem kiedyś, że… kto prochu nie wymyślił do sześćdziesiątki, już go nie wymyśli. Nie wiedzieć czemu, stwierdzenie to uznałem za „prawdę objawioną” i przyjąłem je dosłownie. Przyjąłem i się… przejąłem. No cóż, czas ciągle przyśpiesza, życie umyka galopem, bliżej pewnie już człowiekowi, niż dalej. A przecież wypadałoby pozostawić po sobie jakiś ślad, zwłaszcza, że gdzieś tam za progiem podstępnie czają się już – dwie nieodłączne francowate siostry – skleroza i demencja.


Otworzyłem więc kalendarz, porachowałem skrupulatnie lata, miesiące, tygodnie, a nawet dni i ostro zabrałem się do roboty. Koniec z marnotrawieniem czasu! Postanowiłem zacząć od wspomnianego na wstępie prochu i szczerze muszę przyznać, że szło mi nawet nieźle. Niewykluczone, że wpływ na moje postępy w jego wymyślaniu miała obchodzona stosunkowo niedawno Środa Popielcowa, gdyż mimo upływu trzech tygodni cały czas dźwięczało mi w uszach „Z prochu powstałeś… itd.”

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio pracowałem tak intensywnie i tak twórczo. Nic zatem dziwnego, że pierwsze próby wypadły nader obiecująco. Niestety, mój entuzjazm minął, kiedy interweniująca Państwowa Straż Pożarna uświadomiła mi, że proch wymyślono już bardzo dawno temu, a cała moja ciężka i z pozoru twórcza praca jest warta dokładnie tyle, co przedwyborcze obietnice polityków.

A propos otwartego kalendarza, ze zdziwieniem zauważyłem, że w któryś tam dzień marca po raz kolejny już odnotowano dzień liczby π (pi). Ja πerniczę – pomyślałem sobie – co za bzdura, a więc jednak się przyjęło, nie πerwszy już raz słyszę, żeby liczba ma swoje święto, i to w dodatku taka poπerniczona, która tak naprawdę niczemu nie służy. Ale ten świat jest poπtolony, nic tylko się uπć. Ja, a jakże, uπć się nie mogę, bo po πerwsze jestem abstynentem, a po drugie muszę przecież naπsać felieton.

No masz, byłbym zapomniał, felieton to pestka, ja miałem przecież pozostawić po sobie jakiś trwały ślad, miałem wymyślić coś znaczącego, miałem odkryć lub przynajmniej wynaleźć swój „życiowy proch”.

Rozgoryczenie moje sięgnęło zenitu, gdy niebawem odkryłem, co osiągnęli moi rówieśnicy. Trudno w to uwierzyć, ale tyci tyci starszy ode mnie Tadeusz Tomaszewski (pozdrawiam), zdążył już być posłem na sejm, i to – uwaga!!! – przez sześć bodajże kadencji. Poseł – recydywista, można by rzec i gdyby nie fatalny wynik ostatnich wyborów z pewnością miałby duże szanse, by trafić do parlamentarnej Księgi Rekordów Guinessa. Paweł Arndt (także pozdrawiam), również starszy tyci tyci tyci, zdążył w tym czasie zaliczyć cztery kadencje z małą przerwą na oddech w Collegium Europaeum i – co tu dużo gadać – nie składa broni i dzielnie walczy dalej.

Zresztą, co tam sejm. Mieszko I w moim wieku był już księciem, Jagiełło – wielkim księciem, Zygmunt II August – królem (i to od 40 lat), Karol Franciszek Józef Ludwig Hubert Georg Maria von Habsburg-Lothringen – cesarzem, a Oktawian (syn Alberyka) – papieżem! (Janem XII dokładnie).

Ale, ale, spróbujmy z innej beczki, Matejko mając moje lata był uznanym malarzem, Sienkiewicz – pisarzem, Mickiewicz – poetą, Moniuszko – kompozytorem, Kopernik – astronomem, lekarzem, matematykiem, prawnikiem, ekonomistą, strategiem wojskowym, astrologiem i tłumaczem, a Stanisław Mikulski – Klossem.

I w tej skomplikowanej sytuacji jedyną pociechę czerpię z faktu, że Chopin i Słowacki moich lat nawet nie dożyli, choć – z bólem przyznaję – słaba to pociecha.

Wracam zatem do wymyślania prochu, bo czasu naprawdę szkoda.

________________________________________________________________________________________________________

Felietony publikowane w naszym portalu zawierają osobiste opinie ich autorów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji portalu informacjelokalne.pl
Informacjelokalne.pl