http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Hej kolęda, kolęda!

Wyróżniony Hej kolęda, kolęda!

Słowo kolęda ma wiele znaczeń, ba, nawet różnie bywa pisane i wypowiadane, ale ja po sprawdzeniu w słowniku PWN pozostanę przy takim, jak w tytule brzmieniu i pisowni, a konkretnie to nie będzie tutaj odniesienia do pieśni bożonarodzeniowej, tylko do  nowomodnej teraz „wizyty duszpasterskiej”, którą ja – pewnie z racji swego wieku, zawsze będę  nazywał tak, jak się ją nazywało za moich młodych lat.


Kolęda zawsze kojarzy się mnie z Bożym Narodzeniem i zimą, ile już ich przeżyłem? Równo siedemdziesiąt i nieraz sobie zadaję pytanie, jak mnie i nam się to udało. Brzmi dziwnie? Przecież doroczna wizyta księdza w domu, to nie jakiś tam napad, tylko zapowiedziane odwiedziny człowieka troszczącego się o nasze życie doczesne i przyszłe. Troska o czyjeś dobro nie polega jednak na tym, aby troszczyć się tylko o jego życie duchowe, które ponoć może być realizowane również bez grzesznej powłoki cielesnej i tutaj - w kontekście corocznej kolędy, wiele się zmieniło na lepsze.

Otóż, jak wspomniałem powyżej i o czym wie większość Czytelników, kolęda odbywa się tradycyjnie w styczniu, czyli w okresie sprzyjającym zachorowaniom na infekcje wirusowe związane z przeziębieniami organizmów. Z tego względu często zamyka się przedszkola i zaleca ograniczenie kontaktów, bo przebywanie w towarzystwie, sprzyja rozprzestrzenianiu się tego typu zagrożeń. Cóż, za moich młodych lat nigdzie nie trzeba było wychodzić i bogatszy o dzisiejszą wiedzę mogę śmiało powiedzieć, że grypa i inne zarazy, były do naszych domów dostarczane w luksusowych dla nich warunkach. Ja nie wiem jak i gdzie, ale w mojej parafii i to przez długie lata, odwiedzający nas ksiądz przynosił ze sobą „złoty” krzyż  z relikwiami, który każdy po kolei nabożnie całował. Oczywiście że ksiądz przestrzegał przy tym zasad higieny i zarówno przed ucałowaniem relikwii  przez rodziców, a potem przez wszystkie dzieci po kolei, skrupulatny kapłan wyciągał z kieszeni chusteczkę i za każdym razem wycierał osłaniającą relikwie szybkę. Pół biedy, gdy wszystko działo się w jednym domu, gdzie wszyscy i tak się kontaktowali, ale kolęda, to kolęda - od domu do domu. W tamtych czasach, ksiądz przy okazji kolędy zostawiał też kartki do wielkanocnej spowiedzi, ale to było już później, bo przedtem, to trzeba było iść na plebanię i wspomniane kartki pobrać po uiszczeniu stosownej ofiary i tutaj, podczas jednej z moich pierwszych kolęd po powrocie ze wsi  na stare śmieci, doszło między mną a ks. Proboszczem do incydentu.

Tradycyjnie, ksiądz przy tej okazji wyciągał swoją kartotekę, pytał o aktualne zmiany i nanosił je na strony parafialnej księgowości, oraz wypisywał wspomniane kartki, które należało zwrócić podczas wielkanocnej spowiedzi, albo i komunii. Wtedy wybuchła prawdziwa afera, bo ja stanowczo odmówiłem przyjęcia tych kontrolnych kwitków dlatego, że wiara jest kwestią mojego sumienia a nie kwestią jakiegoś papierowego nadzoru. Jeżeli kogoś dziwi moja postawa, to już wyjaśniam, że ja nie chciałem być oceniany przez człowieka, który miał najwidoczniej inne niż ja standardy moralności, czy też uczciwości. Otóż ja w tamtym czasie pełniłem funkcję skarbnika w Kole Łowieckim i miałem nie ograniczony dostęp do kasy, ale nigdy mi do głowy nie przyszło, aby kolejny czek In blanko, zrealizować na swoje potrzeby. Ani ja, ani nikt już się natomiast nie dowie, na co ksiądz proboszcz przeznaczył pieniądze ze zbiórki na remont kościelnej wieży, bo on już nie żyje, ale faktem jest, że pieniądze były zebrane, ba, były nawet kupione materiały, tylko remontu nie było, a materiały gdzieś wcięło i wieża do dzisiaj jest dziurawa.

O innych sprawach dzisiaj nie napiszę, ale to wcale nie znaczy, że ich nie było. Pod każdym felietonem podpisuję się imieniem i nazwiskiem i Boga się nie boję, bo On jest Prawdą i Sprawiedliwością, więc czego mam się obawiać? Biblijna przypowieść o drzazdze i belce w oku nie straciła nic ze swej aktualności pomimo upływu tysięcy lat. Pozostaje jeszcze sprawa pisania o czynach człowieka, po jego śmierci. Cóż na niczyją śmierć nie mam wpływu a fakty pozostają faktami, zresztą, o innych sprawach informowałem jego przełożonych za jego życia, ale o żadnej z nich nie dowiedziałem się od tych czynników niczego do dzisiaj.
Więcej w tej kategorii: « Ojczyzna – polszczyzna Walentynki »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.