http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Telefon na który czekałem 10 lat…

Wyróżniony Telefon na który czekałem 10 lat…

Wczoraj w godzinach popołudniowych odebrałem telefon na który czekałem dziesięć długich lat…


W blisko 30-minutowej rozmowie poinformowano mnie, że Instytut Pamięci Narodowej w Poznaniu wznawia poszukiwania miejsc w których Niemcy grzebali w czasie II wojny światowej pomordowanych w ramach akcji „T4” pacjentów szpitala „Dziekanka” w Gnieźnie!!!

Telefon związany był z faktem, że poproszono mnie - jako autora książki „Zapomniana zbrodnia” i odkrywcę „dołów śmierci” w lasach nowaszyckich (jedynego znanego obecnie miejsca w powiecie gnieźnieńskim, w którym Niemcy pogrzebali pacjentów „Dziekanki”) - o wsparcie tych poszukiwań!

Ktoś zapyta, dlaczego 10 lat? Wyjaśniam. Otóż w kwietniu 2008 r. otrzymałem pismo z poznańskiego oddziału IPN w którym poinformowano mnie, że IPN umarza śledztwo „w sprawie zabójstw popełnionych w latach 1939 - 1945 przez hitlerowców na pacjentach Szpitala Psychiatrycznego Dziekanka”. Śledztwo trwało od 2004 r., czyli od dnia w którym odkryłem „doły śmierci” w lasach nowaszyckich koło Mielna gdzie w 1942 r. Niemcy pogrzebali około 500 pacjentów „Dziekanki”.

Wówczas wszelkie nadzieje, na pomoc IPN w odnalezieniu pozostałych miejsc pogrzebania chorych z „Dziekanki”, prysła jak bańka mydlana… Wtedy w 2008 r. na polu poszukiwań tych miejsc zostało nas niewielu: moja osoba, śp. Marek Kosmala, Robert Gaweł i pan Szczepan Kropaczewski.

Po przebadaniu przez archeologów „dołów śmierci” w lasach nowaszyckich w 2009 r. i postawieniu tam pomnika w 2010 r., na polu bitwy o pamięć po zagazowanych pacjentach „Dziekanki”, pozostało jeszcze mniej osób.

Gdy w 2017 r. wydałem książkę „Zapomniana zbrodnia” w której opisałem moje ponad 12-letnie śledztwo związane z poszukiwaniem wspomnianych miejsc kaźni, to tak naprawdę odnalezieniem tych „grobów”, od pewnego czasu zainteresowane były tylko dwie osoby: autor tych słów i pan Szczepan Kropaczewski.

We wspomnianej książce – oprócz dokumentacji badań w lasach nowaszyckich i okoliczności w których odkryłem te „doły śmierci” (jak również opisu niemieckich metod mordowania pacjentów i pokazania twarzy twórców gnieźnieńskiego ludobójstwa na „Dziekance”), a także zawarcia wspomnień rodzin, które utraciły w akcji „T4” swoich bliskich oraz wspomnień naocznego świadka tej zbrodni (pielęgniarki pracującej na „Dziekance” od 1936 do 1940 r.) - wskazuję też aż siedem potencjalnych miejsc w naszym regionie w którym mogą być pogrzebani pacjenci „Dziekanki”. Zdobycie tych informacji to efekt ponad 10 lat spotkań ze świadkami historii i wyjazdów w teren. Jest szansa, że IPN zweryfikuje te miejsca.

Książkę „Zapomniana zbrodnia” zakończyłem słowami: „Poszukiwanie miejsc w których Niemcy pogrzebali pacjentów szpitala „Dziekanka” zapewne będzie trwało jeszcze wiele lat... I mam nadzieję, że przyczynię się do odnalezienia jeszcze kilku  takich mogił... Poszukiwania „dołów śmierci” są ważne dlatego, że dzisiaj w świadomości badaczy i w literaturze przedmiotu, Gniezno praktycznie nie istnieje jako ośrodek niemieckiej eutanazji. A przecież zginęło tutaj kilka tysięcy osób! Należy tę świadomość przywracać, bo historii nie wolno zakłamywać. Warto też pamiętać, że eksterminacja psychicznie i nieuleczalnie chorych określona kryptonimem „T4” stanowiła preludium zbrodni nie mającej precedensu w historii ludzkości, o której dziś mówimy Zagłada (Holocaust). I że ta Zagłada miała swój początek również w niemieckim Gnesen, gdzie naziści prowadzili doświadczenia z użyciem gazowych technik zabijania... Musimy pamiętać, że pył spopielonych pacjentów „Dziekanki” unosi się nad Ziemią, pył spopielonych Polaków, Żydów, Ukraińców, Rosjan, Litwinów, Anglików, Włochów, Łotyszów, Niemców i zapewne obywateli innych narodów... Pył kilku tysięcy osób, którzy zginęli tylko dlatego, że w kogoś chorej głowie narodził się plan zabijania pacjentów szpitali psychiatrycznych. Mam nadzieję, że ta książka pozwoli przywrócić pamięć, czyli to, cośmy winni tym męczennikom II wojny światowej, tym ofiarom – pacjentom szpitala „Dziekanka”.
 
Nie ukrywam, że wczorajszy telefon z IPN przywrócił mi nadzieję, że trud mój, jak i wspomnianych wyżej osób, nie pójdzie na marne i przyjdzie taki dzień, że odnajdziemy miejsca w których Niemcy pogrzebali pacjentów „Dziekanki”! I będziemy mogli zapalić im znicze...

Ofiarom akcji „T4” należy się pamięć!

5 komentarzy

  • Wanda Drzewiecka
    Wanda Drzewiecka piątek, 04, styczeń 2019 21:46 Link do komentarza Raportuj

    Panie Kropaczewski! Najlepiej jest tak odpisać, że ktoś czegoś nie rozumie lub ktoś nie czyta ze zrozumieniem! Ja doskonale widzę, co Pan napisał, a Pan jak w niektórych swoich felietonach, odwraca kota ogonem. Przy okazji wyjaśniam Panu, że las o którym Pan pisze "ale to prawie skraj lasu a nie żadne komysze, ani też żadna "leśna głusza", że dzisiaj tak to wygląda. Podczas okupacji to miejsce wyglądało inaczej, ale po co to będę Panu tłumaczyła, skoro Pan wszystko wie najlepiej. Podobnie z Niemcami w czasie wojny - oni tu rządzili i oni mogli robić co chcieli, w tym wywozić chorych tam gdzie uznali, że nikt nie odnajdzie tych mogił. I jeszcze jedno: nigdzie nie napisałam, że Niemcy byli głupi (to jest Pana wymysł, bo ja takiego słowa nie użyłam - ale Pan jak zawsze wszystko nadinterpretuje według własnego "widzi mi się"). Szkoda czasu na dyskusje. Dobrej nocy!

  • Szczepan
    Szczepan piątek, 04, styczeń 2019 21:16 Link do komentarza Raportuj

    Szanowna Pani Wando! Na wstępie dziękuję Pani za podanie swego nazwiska, bo aczkolwiek każdy może tu wpisać dowolne, to ja daję wiarę temu, że każdy kto się podpisuje, nie wstydzi się ani swej godności ani tego co pisze. Otóż ja nie wstydzę się niczego co napisałem i nie rozumiem co mi Pani zarzuca. Jeżeli chodzi o słowo >epizodejscu, ale to prawie skraj lasu a nie żadne komysze, ani też żadna "leśna głusza" Nie zgadzam się też z Pani tezą, że Niemcy byli tak rozrzutni i prawie głupi, że wozili swoje ofiary bez żadnej przyczyny w dowolne i oddalone miejsca bez liczenia się z kosztami i realnymi warunkami Ja proszę Panią przede wszystkim o czytanie tego co ktoś inny napisał ze zrozumieniem, bo ja nigdy nie napisałem, że mordowanie ludzi było epizodem, gdzie to Pani zobaczyła? Absolutnie nie uważam, że w tej sprawie dysponuję jakąś wiedzą objawioną, ale zapewniam Panią, że jakąś tam mam i pozostanę przy swoim, ale to nie jest miejsce na rozwinięcie tematu. Pozdrawiam Panią serdecznie.
    Szczepan Kropaczewski

  • Wanda Drzewiecka
    Wanda Drzewiecka piątek, 04, styczeń 2019 20:16 Link do komentarza Raportuj

    Panie Kropaczewski! Ja też jestem w temacie bo moja Babka Marianna zginęła na Dziekance i nie zgadzam się z tym, co Pan napisał, że kierunek Nowaszyce to epizod! Na marginesie - skandalem jest nazywanie ludobójstwa popełnianego przez Niemców "epizodem"! Jak Pan śmie tak pisać!!! Pan, osoba o statusie poszkodowanego!!! Wstyd Panie Kropaczewski!

    Do miejscowości, które Pan wymienił (Imielno, Fałkowo, Wierzyce) jest tak samo daleko, jak do lasów koło Mielna. Dodatkowo - a wiem to od osób z Modliszewka - że w lasach koło Mielna pacjencji byli wywożeni dwukrotnie! Ta wiedza była znana mieszkańcom gdy proboszczem był tam ks. Kustra. Niemcy mogli wywozić i mordować pacjentów gdzie chcieli, ale wywozili tam, gdzie w leśnej głuszy mogli ich spokojnie mordować i pogrzebać. Tak zresztą czynili! Ponadto są przesłanki, że Niemcy wywozili też chorych w inne kierunki, bo dla nich nie była istotna odległość, tylko efekt, czyli dobrze ukryte ciała pacjentów! Dlatego proszę by Pan nie siał zamętu w tej sprawie, że tylko Pan ma rację, bo tak można zinterpretować Pana komentarz!

  • SZczepan
    SZczepan piątek, 04, styczeń 2019 17:40 Link do komentarza Raportuj

    Jestem osobą posiadającą status poszkodowanego w tej sprawie i z tego tytułu otrzymywałem wszelkie dokumenty związane z toczącym się śledztwem w którym byłem przesłuchiwany przez prokuratora IPN w Poznaniu. Trzymam kciuki za powodzenie wznowionej akcji poszukiwań i apeluję do ludzi mieszkających w okolicy Imielna, Fałkowa i Wierzyc, o wszelkie wiadomości związane ze sprawą. Osobiście uważam, że potwierdzony punkt w Nowszycach jest tylko epizodem ze względu na brak logicznych przesłanek korzystania z tego kierunku, gdy inne były znacznie lepsze a Niemcy umieli liczyć koszty i wszędzie byli wtedy u siebie. Zresztą na wskazany kierunek wskazują nie tylko moje przypuszczenia ale i zachowane fakty, a konkretnie zeznania świadków.
    Szczepan Kropaczewski

  • Bo
    Bo piątek, 04, styczeń 2019 13:04 Link do komentarza Raportuj

    Gratuluję wytrwałości. Właśnie wczoraj skończyłam czytać tę książkę. Czyta się ją bardzo szybko i z wielkim zaciekawieniem. Mieszkam tak blisko a nie byłam świadoma przeszłości tego szpitala - nikt na lekcji historii o tym nie wspomniał. Pozdrawiam

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.