Baber - flash
 
Reklama - góra

REKLAMA
     
     
Reklama lewa
Menu
Strona główna Strona główna
Polityka i społeczeństwo Polityka i społeczeństwo
Miasto-Gmina Gniezno Miasto-Gmina Gniezno
Kultura Kultura
Kryminalne Kryminalne
Biznes Biznes
Sport Sport
Reportaż Reportaż
Rozmaitości Rozmaitości
Optymalne drukowanie
Wersja optymalna do druku
2010/3/11 9:00:00 (1011 odsłon)

Kto pierwszy rzuci błotem?


   Uważam, że bardzo nieelegancko jest dać komuś nagrodę za, jak rozumiem, nienaganną i pełną poświęcenia, a przy tym darmową pracę, a potem fakt przyznania nagrody podać jako jeden z powodów, dla których wykonywanie tej pracy powierzy się komuś innemu. I chociaż zgadzam się, że społeczna komisja mieszkaniowa, w dobie istnienia Zarządu Gospodarowania Lokalami, jest ciałem zbędnym, to publiczne wypomnienie groszowych nagród, jakie kiedyś tam członkom komisji wypłacono, traktuję jako niedozwolony cios poniżej pasa. Tak się po prostu nie robi, panowie! I już.



2010/3/4 9:00:00 (1051 odsłon)

Babskie sprawy


   To ja tak może dzisiaj bardziej okolicznościowo zagaję wstępnie. Bo jakoś nie miałam okazji dotychczas się wypowiedzieć na ten temat, a lubię się wypowiedzieć na prawie każdy temat. Okazja jest, czyli tak zwany Dzień Kobiet, więc to akuratnie dobry moment, żeby wyrazić swoją opinię na temat kobiet walczących (podobno także w moim imieniu) o tak zwane równouprawnienie, które ma się wyrażać między innymi w nierównouprawnieniu na listach wyborczych. To ja właśnie chciałam powiedzieć, i od razu przepraszam, że tak późno to mówię, ale zabiegana jestem, a poza tym co roku przegapiałam okazję, żeby w moim imieniu nie walczyły. I w imieniu moich córek też nie. No, to cztery baby mają mniej do równuprawniania.



2010/2/25 9:00:00 (1094 odsłon)

Aktywni inaczej

   Widać coraz wyraźniej, że nasi radni dzielą się na aktywnych, czyli wojujących i nieaktywnych, czyli przysypiających. Ci drudzy lubią jednak udawać, że nie przysypiają wcale, tylko „na znak protestu przeciwko coraz częstszej wojnie totalnej, udali się na wewnętrzną emigrację”. Niech im będzie... Wrócą, jak będą chcieli, czyli albo nigdy, albo wtedy, gdy aktywni oklapną, czyli najprawdopodobniej też nigdy. Wczoraj było to wszystko bardzo dobrze widać, jak aktywni wojowali ze sobą jak szaleni, a nieaktywni ziewali z nudów i uśmiechali się lekko pod nosem i to na pewno z myślą: „że też im się jeszcze chce...”. Efekt? Taki jak zwykle, czyli mało kto załapał, co chcieli radni, wszystko wyszło tak, jak chciał prezydent.



2010/2/18 9:00:00 (1334 odsłon)

Nieprawda!

   Ależ nam się w tym minionym tygodniu konferencyjnie zrobiło! Wszyscy nic, tylko cięgiem konferują. W przerwach natomiast, namiętnie piszą, a to maile pedagogiczne do lokalnych dziennikarek, a to interpelacje, a to repliki na felietony. Namiętnie, bo po drodze, gdzieś między konferencjami, jeszcze nam się święty Walenty przyplątał. Niektórzy od tych namiętności tacy nieprzytomni chodzą, że nawet nie wiedzą co czytają, a potem nie wiedzą co piszą. Ale, co tam, nie bądźmy drobiazgowi. W końcu, czy to ważne, jak i z czym się człowiek w mediach pokaże? Ważne, że się pokaże, prawda? Nieprawda!



2010/2/11 9:00:00 (1237 odsłon)

Zaczarowany ołówek pilnie poszukiwany...

   Jak tylko, tak wydawałoby się zwyczajnie, zimą przyszła zima, zrobił się zaraz z tego bałagan. Tym bardziej, że dawno nie przychodziła. Oczywiście takie niespotykane zjawisko atmosferyczne, jak śnieg zimą, to dobry temat do kilku narad, posiedzeń, spotkań i konferencji. I wszyscy się z tym spieszą, bo nie daj Boże, śnieg stopnieje, zanim zdążą na niego publicznie ponarzekać. Od zasp można też gładko przejść do koniecznych inwestycji drogowych, których mamy długą listę, i nie wszędzie ona topnieje. Chociaż ostatnio w tej kwestii pojawiły się ciekawe propozycje, na przykład można podobno zamiast budować ronda, rysować je sobie tylko na asfalcie. Tak jest taniej. Szkoda, że nasi wspaniali decydenci nie mają zaczarowanych ołówków. Wszystko mogliby nam wtedy narysować.



2010/2/4 9:00:00 (1274 odsłon)

Nam nie jest wszystko jedno!

   Tak oficjalnie to się jeszcze kampania wyborcza nie rozpoczęła, ale nieoficjalnie to oczywiście polityczna robota wre. A nasi prawie pewni kandydaci i ich prawie pewni ludzie zachowują się jak, za przeproszeniem, kaczki na wodzie: z pozoru spokojni, leniwi nawet, dostojni, że to niby w ogóle, absolutnie, ależ, ależ, ich to nie rusza, ale tam gdzie nikt nie widzi, niczym kaczka poniżej linii wody, zasuwają jak szaleni, bo wiedzą, że czasu mało, a do mety daleko. No, i dobrze, niech się starają, niech zabiegają o nasze głosy. Chociaż raz na cztery lata jesteśmy dla nich ważni i warci tych potężnych sił i środków. Bo później, to wiadomo, jak to bywa, tak rządzą, że w końcu każdy z nas zaczyna myśleć: „Wszystko jedno, który tam u steru. Ksiądz pana wini, pan księdza, a nam biednym zewsząd nędza!”. A nie powinno nam być wszystko jedno.



2010/1/28 9:00:00 (1330 odsłon)

Taka Miłośnicza Gromada

   Kolej rzeczy jest taka: ktoś domyśla się nieprawidłowości, ktoś inny zaczyna się nad tym zastanawiać, następny ktoś mówi o tym głośno i publicznie. Kolejny w kolejce zdarzeń zleca kontrolę, kontrola potwierdza to, o czym wszyscy mówią, konieczne staje się złożenie doniesienia do prokuratury. Dochodzenie potwierdza jeszcze raz to, o czym wszyscy wiedzą, jest więc oskarżenie, jest wyrok, jest społeczne potępienie. A potem zawstydzony tym udowodnionym oszustwem, skazany sądowym wyrokiem, prezes Takiej Miłośniczej Gromady, zwołuje zebranie sprawozdawczo-wyborcze, podczas którego... staje do wyborów. A zawstydzeni tą aferą członkowie TMG, żeby odciąć się od ewidentnego przestępstwa i poprawić nadszarpnięty wizerunek... wybierają go znowu. Przepraszam, ktoś mówił, że to niby ja mam problem z logiką?



2010/1/21 9:00:00 (1205 odsłon)

Muzeum marzeń, czyli bicie piany

   Pomimo różnych sugestii, mniej lub bardziej otwartych rozmów edukacyjnych, żarcików w kontekście moich jasnych włosów i tym podobnych, momentami dość niekomfortowych okoliczności, pozostanę jednak przy swoim zdaniu i będę uparcie lansować tezę, że zanim osoba publiczna, a szczególnie publiczna i decyzyjna, zacznie upubliczniać swoje wizje czegokolwiek, powinna mieć przynajmniej ogólny zarys pomysłu, w jaki sposób te wizje można by ewentualnie sfinansować. Dotyczy to wszystkiego, od parkingów podziemnych, poprzez baseny geotermalne, na muzeach przeróżnych skończywszy. Inaczej to, aczkolwiek przykro mi to pisać, marne szanse widzę na zrealizowanie czegokolwiek, poza efektownym biciem piany oczywiście. I zapewniam, że to nie będzie moja wina.



2010/1/14 9:00:00 (1151 odsłon)

Wiele hałasu o nic?

   Budżet jest oczywiście taki, jakiego sobie życzył prezydent. Z licznych poprawek, zgłaszanych przez radnego Lubbe ostała się bodaj jedna. Co do Ciesielskiego, nadal radnego, to z pomocą Bożą i kolegów, dojedzie jakoś do końca kadencji. Niemann coś tam znowu mówił o pierogach (głodny, czy co?). Przewodniczącego jak nie było tak nie ma. Jednym słowem wszystko tak, jak się można było spodziewać. Cały czas pozostaje jednak otwarte pytanie: po co ględzić siedem, czy nawet osiem godzin, a potem i tak zrobić wszystko, tak jak było od razu wiadomo? Przypuszczam, że większość robi to z myślą o kampanii wyborczej, licząc, że dobrze jest trochę pogadać do mikrofonu, a że ogólnie z marnym skutkiem – to już inna sprawa.



2010/1/7 9:00:00 (1195 odsłon)

Biust Lenina? Bezcenny!

   W Polsce to już tak musi widocznie być, że każda epoka ma swój towar deficytowy. Za komuny to był na przykład papier toaletowy, a teraz to jest na przykład kawałek Lenina, dla niektórych towarzysza. Złośliwi mówią, że to zresztą mniej więcej to samo. W każdym bądź razie popiersie wodza przeklętej rewolucji okazało się na tyle cennym towarem deficytowym, że ktoś go podstępnie ukrył, licząc zapewne na dalszy wzrost jego cenności, no bo chyba nie na powrót do przeszłości? Na szczęście zaprawieni w kolejkowych bojach sprzed lat, dzielni organizatorzy tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nie dali się zbić z tropu. Zajrzeli pod każdą ladę, do każdego pudła i na każdy strych... No, dobra, przesadzam, nie musieli. Lenin był tam, gdzie każdy wiedział, że jest.



2009/12/31 9:00:00 (1322 odsłon)

Coś optymistycznego z Masłowskim w roli głównej

   Napiszę dziś coś optymistycznego, a co! Wejdę sobie w ten całkiem nowy rok ze szczerym uśmiechem. Nie tam takim sarkastycznym, prześmiewczym, ironicznym, ale szczerym, prawdziwym, wesołym uśmiechem. Wprawdzie trzy godziny myślałam, co takiego z zakresu naszego życia społeczno-politycznego mogłoby mnie do tej spontanicznej, noworocznej radości skłonić, ale wymyśliłam! Przypomniałam sobie pewne, z pozoru nic nie znaczące, drobne, niezauważone pewnie przez nikogo zdarzenie, które mnie szczerze ucieszyło. To ja może opowiem.



2009/12/24 9:00:00 (1071 odsłon)

„Jest taki dzień...”

   W taki dzień, jak dziś, wszystko widać wyraźniej. Na przykład wyraźniej widać, kto jest samotny, a kto nie, albo kto szczęśliwy, a kto nie. Bo jak już pierwsza gwiazda zabłyśnie, i jak już wszyscy siądziemy do wykrochmalonych obrusów, zaraz będzie widać, za czyim oknem gwarno i wesoło, a za czyim pusto i smutno. Już nic się nie ukryje za bieganiem, nerwami, telefonami, dokumentami, terminem, zadaniem, projektem, spotkaniem... Wszystko, co w środku, jak co roku, bezlitośnie wylezie na wierzch i zaraz się okaże, jak tam u kogo sprawy pierwszej wagi stoją. Bo w taki dzień, jak dziś są wyłącznie sprawy pierwszej wagi. Wszystko inne się po prostu nie liczy. A co się liczy?



2009/12/17 9:00:00 (1188 odsłon)

Są przeciw, a nawet za!

   Jak kiedyś napisałam, że tak zwane prawicowe ugrupowania w naszej Radzie Miasta zjednoczyły się tylko na chwilę, w imię odwołania Stachowiaka, to było wielkie oburzenie, że nie doceniam rangi tego świętego przymierza, które teraz siłą spokoju i jedności dowiedzie nas szczęśliwie do końca tej kadencji. Notabene, nawet bez przewodniczącego, którego sobie rada wcale wybierać nie musi, a którego podobno tylko ja chciałam i miałam z tym jakiś problem. Przyznaję, że przez chwilkę wydawało się jakby faktycznie dogadali się na nieco dłużej. Jak jeden mąż sprzeciwili się grzebaniu przy obowiązującym WPG, co prognozowało równie jednomyślne prace nad przyszłorocznym budżetem. Ta prognoza się jednak nie sprawdziła. Wczoraj okazało się, że w opozycji to są znowu już tylko radni PiS-u i niezależni. Reszta niby-zbuntowanych wróciła grzecznie na prezydenckie łono. No, to sobie powojowali...



2009/12/10 9:00:00 (2859 odsłon)

Pamiętajcie o Ogrodach...

   Szkoda, że nie będzie Ogrodu Wolności. Żałuję, bo uważam, że Gniezno, niby miasto otwarte, powinno zachęcać swoich mieszkańców do realizacji różnych pomysłów, wpisujących się w urbanistyczny krajobraz. Żałuję także dlatego, że porażka fundacji „Mury” w walce o swój pomysł na skrawek miejskiej przestrzeni, to, niestety, kolejny dowód na to, że bez względu na to, czego chcą obywatele, jak władza czegoś nie chce, to na pewno tego nie będzie. I żałuję jeszcze dlatego, że tak jakoś niewiele rzeczy w ogóle się udaje, i tylko ta niemoc i niemoc, i nie wolno, i niedopuszczalne, i zakaz, i czarna kreska, i nic tylko siedź cicho i się ciesz, przegryzając, a to rogalem, a to piernikiem, a to z braku laku, własną zgryzotą nawet.



2009/12/3 9:00:00 (1248 odsłon)

Zróbmy to muzeum!

   Oczywiście, że jestem realistką, dlatego jak ktoś rzuca pomysł z gatunku świetnych, niemal natychmiast nasuwa mi się pytanie: skąd wziąć na to pieniądze? Zauważyłam też, że jak już to pytanie ktoś głośno zada, to zazwyczaj pomysł upada. Widocznie tak już jest, że wirtualny plan, nie wytrzymuje próby świetności w zderzeniu z realnym rachunkiem ekonomicznym. Tak było z budową nowoczesnego stadionu, fontanny pod tytułem „Grające serce miasta”, kompleksu rekreacyjnego na bazie wód geotermalnych, muzeum figur woskowych na motywach dziada z pradziadem i muzeum Polonii na motywach „Góralu, czy ci nie żal”, czy wreszcie podziemnego parkingu na zapale pewnego, sympatycznego radnego. Rzuca ktoś pomysł i liczy, że ktoś inny znajdzie na jego realizację pieniądze. A to się, niestety, rzadko zdarza. Teraz jest pomysł pod roboczym hasłem „Muzeum kolei” i, jak można się było spodziewać, nie ma wyraźnego odzewu. A szkoda. Wielka szkoda.



2009/11/26 9:00:00 (1234 odsłon)

W naszym powiecie jest najlepiej na świecie!

   Bardzo dziwnie zachowują się radni powiatowi, wszyscy, od prawa do lewa. 10 dni minęło od daty, kiedy to ostatecznie powinni zobaczyć projekt budżetu na przyszły rok, a oni nic, cisza, śpią. Nikt konferencji prasowej nie zwołał, nikt z oficjalnym protestem do Zarządu, ani chociaż z uprzejmym zapytaniem do starosty, nie wystąpił, nikt do RIO, NIK, tudzież Pitery nie napisał, nikt nie tupnął nogą, nie zagrzmiał, nie wrzasnął: skandal! Nic, po prostu nic. Do niektórych zadzwoniłam, żeby sprawdzić, czy żyją. Niektórzy się dziwili, dlaczego im to podchwytliwe pytanie, czy dostali budżet? zadaję, a nie opozycyjnemu SLD. Inni grzecznie podziękowali, że im zwróciłam uwagę na to drobne opóźnienie i życzyli mi spokojnej nocy... Bardzo dziwne.



2009/11/19 9:00:00 (1381 odsłon)

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

   E, tam, znowu się zawiodłam, chociaż nie wiem czemu, bo wielkich nadziei to ja w tych naszych lokalnych politykach z globalnej wioski już nie pokładam od jakiegoś czasu. Myślałam jednak, że ta dzielna, długo gromadzona, prawicowa większość w Radzie Miasta po to odwołuje Stachowiaka, żeby nam wszystkim, maluczkim pokazać, jak się powinno pracami tego zacnego gremium kierować. Jak już się psioczyło na Stachowiaka od dwóch lat, to teraz wypadałoby stery wziąć w swoje ręce i udowodnić, że się miało rację, bo oto można tę zaszczytną funkcję sprawować lepiej, sprawniej, a przede wszystkim niezależnie i samorządnie. Nic z tego. Nie dane nam będzie porównać sobie kiepskiego Stachowiaka ze znakomitym Kimśtam, różnicy zauważyć i głową ze zrozumieniem pokiwać. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że żadnego przewodniczącego nie będzie, tylko „Kruczek and Tarczyńska” spółka z o.o. będą Radą do końca kadencji kierować. E, tam...



2009/11/12 9:00:00 (1205 odsłon)

To, co najważniejsze

   Najważniejsze, żeby wyjść z domu. Żeby pomimo zimna, deszczu, mgły, paskudnej, jesiennej szarugi, pomimo bólu głowy, kręgosłupa, czy nawet bólu istnienia, pomimo obiadu do przygotowania, gości do przyjmowania, lekcji do odrabiania, telewizji do oglądania i pomimo stu innych rzeczy, które zatrzymują nas w domu, po prostu z niego wyjść. I ręczę, że każdy, kto to wszystko pokonał, kto był wczoraj w katedrze, przed królem Bolesławem, na Rynku, czy w kościele farnym, nie żałował. Bo jak już dostał tę biało-czerwoną chorągiewkę do ręki, jak już usłyszał „Nie noszą lampasów” i „O, mój rozmarynie”, poczuł na pewno, że trzeba świętować, a najlepiej świętować razem. Jak naród i jak wspólnota.



2009/11/5 9:00:00 (1487 odsłon)

Stachowiak musiał odejść!

   Niespodzianek nie było. Żadnego braku kworum, żadnych sztuczek proceduralnych, żadnej zmiany ustalonego scenariusza. Wszystko poszło, jak się spodziewałam: radni zagłosowali tak, jak mieli, Stachowiak podziękował, jak umiał. A wszystko sprawnie, szybko, profesjonalnie, obsługa niemal full wypas. Jak nigdy. No, może tylko młodzi-narwani Naczas i Dorożała nie umieli się wkomponować w całokształt ceremonii, przygotowywanej pieczołowicie, jak przypuszczam, bo niemal od dwóch lat. Pewnie nie bywali na próbach... W każdym bądź razie, tak zwana prawicowa koalicja przeprowadziła do końca swoją sztandarową, zapowiadaną niemal od początku kadencji, operację pod hasłem Stachowiak musi odejść! I nikt im teraz nie zarzuci, że nie dotrzymują słowa.



2009/10/29 9:00:00 (1240 odsłon)

Rządzenie komisyjne, czyli jakby co, to nie ja

   Nie lubię gremialnych ciał doradczo-decyzyjnych: komisji jakiś śmiesznych, czy to do dzielenia mieszkań, czy to do wyboru dyrektora, lub prezesa, ani związków zawodowych nie lubię, ani zespołów do spraw nikomu niepotrzebnych również. Nie lubię, bo zazwyczaj tam, gdzie wielu za coś odpowiada, tam nikt za nic nie odpowiada. A jasno podzielone kompetencje i jeszcze przejrzyściej określone granice odpowiedzialności, uważam za jeden z filarów państwa prawa. Na razie, niestety, nasza wczesna państwowość lubuje się we wszelkich ciałach kolegialnych, a z tego to wychodzi takie państwo prawa, że tuż po przyjęciu przez Radę Miasta uchwały, urzędnik wyższego szczebla władzy samorządowej oświadcza z rozbrajającą szczerością: „Ten zapis jest w kolizji z ustawą o związkach zawodowych, ale może wojewoda nie będzie pod tym kątem sprawdzał”... To świeżutki przykład z wczoraj, naprawdę, powaga pełna, jak Boga kocham, jak bum cyk cyk i coś tam jeszcze. Ale jakby co, to Wysoka Rada uchwaliła...



2009/10/22 9:00:00 (1215 odsłon)

Polityka mieszkaniowa, czyli mieszkania polityczne

   Z analizy ubiegłotygodniowych tematów medialnych, wynika niezbicie, że nadal, jak za czasów PRL, wielkie emocje społeczne wzbudza tak zwana polityka mieszkaniowa, czyli najprościej mówiąc, informacje z zakresu kto, kiedy, dlaczego, z jakiej puli i za ile dostał, czy dopiero ma dostać, mieszkanie. No, bo czym zajmowali się nasi politycy w tym tygodniu? Spieszę donieść, że na tapecie były: dodatki mieszkaniowe, czyli wścibskie zaglądanie do garaży i kredensów, przydziały aktorskie, czyli na razie nieudana próba namówienia teatru, żeby kupił to, co ma, ostatecznie porzucony pomysł zmiany przeznaczenia pokoju nauczycielskiego i szkolnej kuchni na pokój z kuchnią po prostu, a na deser rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody, że radnym nic do tego, komu prezydent powierzy zarządzanie komunalnymi mieszkaniami. Wychodzi na to, że nie ma lepszych tematów niż cała mieszkaniówka razem wzięta, „i w ogóle, i w szczególe i pod każdym innym względem”.



2009/10/15 9:00:00 (1281 odsłon)

Cienko widzę to uzdrowisko

   Już kiedyś, na jakiś łamach, pisałam o wizjonerach. Pisałam, że wręcz przepadam za nimi, że w ich otoczeniu, ludzie stają się lepsi, bo wizjonerzy, jak nikt, potrafią zarażać pasją, optymizmem, pomysłami. I nie zmieniłam zdania. Nadal tęsknię za wizjonerami, którzy gdzieś tam się pojawiają raz po raz, ale jakoś nigdy nie u nas. Ostatnio to się tu nawet zaplątał jeden doktor od gorących źródeł i już, już myślałam, że wizjoner, ale to, niestety, był tylko rozkochany w swojej dziedzinie naukowiec. Miałam jakiś tam promyczek jeszcze nadziei, że może nasz przewodniczący od gospodarki, wsparty wiedzą doktora, wykaże się w wizjonerstwie, ale też, niestety, nic z tego. Tak, więc, jak zwykle: pogadali sobie, podebatowali, pooglądali przeźroczy, poczytali referatów, i rozeszli się do domów. Rzucili tylko w miasto nadzieję, ale wiadomo: kto żywi nadzieję, sam zazwyczaj chodzi głodny...



2009/10/8 9:00:00 (1398 odsłon)

Senatorskie (za)mieszanie

   Oczywiście nic a nic nie dziwi mnie, że nasz jedyny, przez to łatwo rozpoznawalny senator właśnie czyni usilne starania, żeby dyrektora swojego senatorskiego biura, wiecznego kandydata do wszystkiego Rafała Lukstaedta, wygodnie usadowić na bezpiecznym stołku wiceprezesa Gnieźnieńskiej Agencji Rozwoju Gospodarczego. Wcale nie dlatego mnie to nie dziwi, że znam naszego senatora, ale dlatego, że zajmowanie w taki sposób przyczółków przed wyborami, to powszechna praktyka w polskiej szkole strategii politycznej, praktyka obserwowana zresztą niemal codziennie, od samej góry do samego dołu. Przyznam jednak, że trochę mnie, mimo wszystko dziwi łatwość, z jaką na temat swojego planu wypowiada się publicznie nasz senator. Przyznam też, że bardzo mnie dziwi pewność naszego senatora, że jego dotychczasowy podwładny, zwany Pupilem Piotra G., zostanie radnym sejmiku. Czyżby nasz senator próbował „mieszać” już nie tylko w gminnych urzędach, ale nawet w wyborczych urnach? Cóż, widocznie nie zauważyłam kiedy świat znowu mi uciekł do przodu, a ja zostałam w tyle z tymi swoimi przestarzałymi standardami, co wypada, a co nie.



2009/10/1 9:00:00 (1305 odsłon)

Kto jest pierdołą?

   Wiem już, że jestem naiwna, ale ja to sobie mniej więcej tak wyobrażałam relacje wzajemne naszych, tutejszych, w sile czterech dzielnych mężów, parlamentarzystów i ich kolegów radnych, że oni zwyczajnie, po ludzku, najlepiej osobiście, ostatecznie telefonicznie, ze sobą rozmawiają i ustalają co i jak można by zrobić szybciej, lepiej, bardziej. Tymczasem oni nie rozmawiają ze sobą wcale, w żaden znany mi, ludzki sposób, tylko poprzez konferencje prasowe, ewentualnie oświadczenia jakieś, apelują do siebie, nawołują się, snują domysły, a przede wszystkim oskarżają wzajemnie o totalne knucie przeciwko nam, co żeśmy ich przecież na te stołki wsadzili. Jeszcze nic nie wiedzą, nie zapytali, nie ustalili u źródła, ale już, bach!, zwołują konferencję i oświadczają: „Albo Dolata spiskuje, albo Dolata jest pierdołą”. Chyba jednak coś czują podskórnie, że to może wydawać się co najmniej dziwne, bo dla pewności oświadczają to w obecności lekarza.



2009/9/24 9:00:00 (1321 odsłon)

Stratedzy od cudów

   Mamy teraz taki piękny moment ciszy przed burzą, czyli względnego spokoju przed zawieruchą kampanii wyborczej. Łatwo zauważyć, że się nasi politycy wyciszyli, wycofali nieco. Niektórzy całkiem zniknęli, nie wiadomo gdzie i na jak długo, jedni z własnej, chyba nieprzymuszonej, woli, inni z woli siły wyższej, prokuratorskiej nawet. Jeszcze inni bez widocznego powodu grzebią coś przy swoim wizerunku, testują, sprawdzają reakcje, łagodnieją, albo nawet zaskakują, najwyraźniej zbierając siły. Ogólnie stan lekkiego zawieszenia panuje na politycznej scenie. Zawieszenia broni, przed ostatecznym rozdaniem ról. Już niebawem nastąpi krótka chwila, w miarę dyskretnego wykłócania się z reżyserami o lepsze partie, a zaraz potem szarża w walce o polityczny byt, już zdecydowanie niedyskretna i najprawdopodobniej, jak zwykle nieciekawa, w sensie: mało elegancka. Do czego zresztą prawie przywykliśmy, więc cóż nas może zaskoczyć?



2009/9/17 9:00:00 (1296 odsłon)

Statutem w radnych, czyli pomrukiwania Stachowiaka

   Wiem doskonale, że w tym dziwnym mieście najwyższą poczytność tekstów gwarantuje kluczowe słowo: Urbis, w każdym przypadku, pod każdym pozorem, bez względu na kontekst, a nawet sens. Ale nie jestem populistycznym politykiem (na szczęście), idącym na łatwiznę w trudnej drodze po elektorat, więc nie będę tej jakiś czas temu, zupełnie przypadkiem, nabytej wiedzy marketingowej wykorzystywać w pracy. Tym bardziej, że oczywiście nie narzekam, bo jak zawsze jest o czym pisać, zwłaszcza odkąd nasi dzielni radni powrócili z wakacyjnego wypoczynku. Nie wiem, czy dobrze wypoczęli, ale chyba tak, bo od razu mieli siłę na prawie 8-godzinne sesyjne posiedzenie. Mają zdrowie, dajcie spokój... Jak nic, cały sztab speców od odnowy biologicznej nad nimi pracuje. Niektórzy zresztą to i wyglądają, i zachowują się jak zakonserwowani. Dawno temu zakonserwowani.



2009/9/10 9:00:00 (1431 odsłon)

Hala goni halę

   Dla nas, czyli mieszkańców tego miasta i powiatu, oczywiście nie ma najmniejszego znaczenia kto i dzięki komu wybuduje jedną, czy nawet dwie hale sportowe. Dla nas ma znaczenie jedynie to, żeby taka hala jedna, a najlepiej dwie, jak najszybciej powstały. Bo na razie to jesteśmy świadkami kompletnego zastoju decyzyjnego w sprawie pomysłu na jedną, mocno zaawansowaną już halę i jakiejś nagłej euforii w kwestii drugiej, raczkującej dopiero hali. A to raczej nie wróży szybkiego sukcesu, czyli po prostu, nareszcie hali (chciałoby się powiedzieć: z krwi i kości), tylko nadal jakieś opowieści i mrzonki.



2009/9/3 9:00:00 (1419 odsłon)

Bezstresowe wychowanie?

   Ktoś mi mówił niedawno, że przed nami nudna, przyszłoroczna, samorządowa kampania wyborcza. Podobno kandydaci na kandydatów do kluczowych ról, nie za bardzo będą mieli się czym chwalić, a w obiecanki – cacanki to już po tych dwudziestu latach wolnych wyborów, mało kto wierzy. Myślę, że ten Ktoś nie docenia fantazji potencjalnych kandydatów na kandydatów, a także łatwowierności elektoratu, która utrzymuje się stale na dość wysokim poziomie. Nie wiedzieć zresztą czemu. Moim zdaniem, nie będzie nudno, ale jak zwykle, czyli trochę śmiesznie, a przede wszystkim strasznie.



2009/8/27 9:00:00 (1385 odsłon)

Wszyscy kochają piłkę, czyli kupowanie głosów

   Nie wszystkim się to pewnie spodoba, ale pisanie to w końcu nie jest plebiscyt popularności, czy konkurs piękności, ani nawet wybory do rady sołeckiej, więc nie są tu wcale najważniejsze wskaźniki tak zwanego poparcia. W demokracji wprawdzie zasadniczo chodzi o większość, ale na szczęście szanuje się mniejszości. Przechodząc do meritum, chciałam tylko napisać, że nie rozumiem, dlaczego jakiś problem z szatnią dla piłkarzy, jest problemem prezydenta, czyli miasta. I dlaczego radni, stojący dzielnie na straży budżetowych złotówek, ani prezydent, stojący na tej samej straży, nie widzą nic złego w rozdawaniu publicznych pieniędzy zawodowym klubom sportowym. I to, nie oszukujmy się, bo nie jesteśmy już dziećmi, marnym klubom sportowym. Marnym na boisku, i marnym w zarządzaniu.



2009/8/13 9:00:00 (1449 odsłon)

Słowo o idiotach

   Mam takie, pewnie typowo nauczycielskie, wyczulenie na wszystko, co dotyczy dzieci. A zwłaszcza na wszystko, co mogłoby sprawiać dzieciom przykrość, co mogłoby je zaboleć, co jest wobec nich niesprawiedliwe, nieczułe, albo chociaż obojętne. A zwłaszcza, gdy to wszystko dotyczy dzieci, którym i tak już nie jest najłatwiej, bo miały pecha trafić w swoim życiu na nieodpowiedzialnych, głupich dorosłych, od których zależy ich los. Dlatego bardzo mnie wkurza, że jak już ktoś zorganizuje dla bez mała 2 tysięcy dzieciaków półkolonie, to zawsze się znajdzie idiota, który to oczywiście skrytykuje, albo idiota, który da w gazecie wielkie zdjęcie uśmiechniętych dzieci i podpisze je: „dzieci z rodzin patologicznych...”. Nie boję się tego słowa, bo trzeba być naprawdę idiotą, żeby nie zauważyć, że to po prostu skandal!



(1) 2 3 »
Reklama prawa



Menu
Najgorętszy artykuł

Najpopularniejszym tekstem dzisiaj jest:

Bądź z nami w kontakcie

Menu dolne 2

 

REKLAMA



NASI FELIETONIŚCI

Reklama - prawa - podmeni

NASI PARTNERZY:














Kopiowanie 1
Wszystkie informacje zamieszczone w serwisie informacjelokalne.pl są jego własnością. Kopiowanie i wykorzystywanie tylko za zgodą redakcji.