http://informacjelokalne.pl/images/banners/skwp_baner.jpg

Słowianie tradycyjnie obronili Wzgórze Lecha

Wyróżniony Słowianie tradycyjnie obronili Wzgórze Lecha

W sobotę, późnym popołudniem doszło tradycyjnie do bitwy wojów, którzy tym razem zainscenizowali „Wielką Bitwę w obronie Wzgórza Lecha”. Jej dwóch uczestników w krótkiej rozmowie spróbowali nam prosto wytłumaczyć zasady pojedynków prowadzonych przez grupy rekonstrukcyjne.


W walce wzięło udział ok. 150 wojów, którzy reprezentowali 18 grup zajmujących się walkami rycerskimi. Podczas pokazu było można podziwiać „Wielką Bitwę w obronie Wzgórza Lecha”, a także pokazy szyków bojowych i tzw. kręgów zdrady. - Te drużyny zajmują się różnymi rekonstrukcjami sztuki wojennej i te bitwy są taką formą rekonstrukcji sztuki wojennej sprzed 1000 lat. To nie jest oczywiście wierna rekonstrukcja, bo my nie mamy tu broni ostrej i są też zasady, gdzie możemy siebie trafiać, na ówczesnym polu walki tych zasad oczywiście nie było,a polem trafiania było rzecz jasna całe ciało – mówi Tomasz Cieszyński, Bractwo Wojowników „Kruki”, które ma swoje oddziały w całej Polsce.

Na czym zatem polegają te ważne zasady bezpieczeństwa w tej całej zabawie? - Standardowe pole trafień w Polsce zaczyna się od kolan i łokci w górę, nie liczą się dłonie, przedramiona, a także stopy i piszczele. Cała reszta naszego ciała się liczy, z wyłączeniem oczywiście twarzy. Przeciwnik po pierwszym trafieniu, które jest punktowane powinien upaść i udawać nieżywego – opowiada T. Cieszyński, którego pytamy także o to, czy jest to sport urazowy? - Można zrobić sobie krzywdę, ale zawsze staramy się jak najmocniej opancerzać, żeby unikać zagrożenia, to widać wszystko, ale mamy także inne części ukryte pod strojem, które zabezpieczają nam łokcie, stawy, przedramiona. Broń stanowią oczywiście tępe symulatory – dodaje.

Krótko tłumacząc, cała zabawy ma polegać na tym, żeby nie zrobić krzywdy swojemu przeciwnikowi, czyli zupełnie odwrotnie niż miało to miejsce w rzeczywistości. - Tak, w ten sposób zresztą dodatkowo sprawdzamy swoje umiejętności, poziom wyszkolenia technicznego, te wszystkie umiejętności i bojowe, i taktyczne. Założenie jest takie, że cały czas spotykamy się z tymi samymi drużynami na różnych festiwalach i chodzi tutaj o to, by się spotykając po raz kolejny nie mieli do siebie wzajemnych roszczeń i żeby liczba oczów i zębów na koniec zgadzała się z tą liczbą, która była na początku. Jesteśmy wszyscy grupą pasjonatów i nasz zamysł jest taki, żeby robić to dalej, bezpiecznie i sympatycznie, a atmosferze przyjacielskiej – podsumowuje Bartosz Malec, który również przynależy do Bractwa Wojowników „Kruki”.


Ostatnio zmienianysobota, 29 lipiec 2017 21:01

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.